Mistrzostwa ŚwiataPiłka nożna

Mundial, dzień 5 (zapowiedź)

24 listopada, 2022

Dziś na katarskich stadionach zobaczymy w akcji ostatnie 8 zespołów, które jeszcze się nie zaprezentowały. Do boju ruszają drużyny z grup G i H, w tym jedni z faworytów imprezy – Brazylijczycy.

GRUPA G: SZWAJCARIA – KAMERUN (CZWARTEK, 11:00)
Na początek bodaj najmniej interesujący pojedynek dnia, choć sympatycy Szwajcarii czy Kamerunu mogliby się na takie dictum obrazić. Jakby nie patrzeć jednak nie jest to starcie światowych potentatów i próżno w obu zespołach szukać elektryzujących nazwisk największych gwiazd futbolu.

Szwajcaria w europejskiej piłce od wielu lat kojarzy się z solidnością. To więcej niż średniak, ale ciut mniej niż faworyt. Nie można jednak nie docenić faktu, że Helweci na mundial dostali się po wygraniu grupy eliminacyjnej z Włochami! Tym samym pośrednio drużyna Murata Yakina odpowiada za nieobecność mistrzów Europy w Katarze. Forma Szwajcarów podczas mistrzostw będzie pewnego rodzaju zagadką. W Lidze Narodów zespół ten zaczął zmagania od trzech porażek, by w rewanżach trzykrotnie wygrać i spokojnie utrzymać się w dywizji A. Zwycięstwa z Portugalią czy Hiszpanią pokazały, że potencjał w zespole Yakina jest spory. Ale mecz meczowi nierówny – jeszcze w marcu Helweci zaledwie zremisowali z Kosowem w eliminacjach mundialu.

Szwajcarzy grali na każdym z czterech ostatnich czempionatów globu, trzykrotnie wychodząc z grupy i kończąc rywalizację na 1/8 finału. Wcześniej trzykrotnie reprezentacja tego kraju docierała do ćwierćfinałów, ale po raz ostatni miało to miejsce w 1954 roku. Ćwierćfinał Szwajcarom udało się osiągnąć za to podczas zeszłorocznego Euro. W co mierzą Granit Xhaka i spółka w Katarze? Wyjście z grupy to oczywiście cel minimum, a jego realizacja musi się zacząć już dziś.

Nieposkromione Lwy, jak mówi się o reprezentacji Kamerunu, powracają na MŚ po przerwie. W Rosji ich zabrakło. Z kolei pięć wcześniejszych startów (1994, 1998, 2002, 2010 i 2014) za każdym razem kończyło się dla nich odpadnięciem w grupie. Powtórzenie największego sukcesu, ćwierćfinału z 1990 roku, wydaje się bardzo trudne. Optymizmem nie napawają na pewno ostatnie mecze towarzyskie, w których Kamerun nie wygrał z Panamą, Jamajką czy Uzbekistanem.

Jeszcze gorsza jest seria w meczach na MŚ. Kamerun przegrał siedem ostatnich spotkań z rzędu. Tylko dwa starcia dzielą ekipę z Afryki od niechlubnego rekordu mundiali – 9 porażek z rzędu notowali niegdyś Meksykanie. Trzecia drużyna Afryki ma jednak również swoje atuty – choćby 33-letniego napastnika Bayernu Monachium, Erica Choupo-Motinga, który w tym sezonie ligowym strzelił już 6 goli i zanotował 2 asysty.

Rigobert Song był w reprezentacji Nieposkromionych Lwów wręcz legendą. Teraz zaczyna pisać swoją historię jako selekcjoner. Jeśli Kamerun wyjdzie z grupy, to już pierwsze rozdziały tej historii będą naprawdę mocne.

GRUPA H: URUGWAJ – KOREA POŁUDNIOWA (CZWARTEK, 14:00)
Nie brak opinii, że najbardziej wyrównana grupa tego mundialu to właśnie grupa H, w której oprócz drużyn, które rozegrają swój mecz o 14:00, mamy jeszcze Portugalię i Ghanę.

Urugwajczycy to pierwsi mistrzowie świata, ale raczej mało kto podejrzewa, że są w stanie powtórzyć sukces przed 92 lat i 72 lat (zdobywali tytuły w 1930 i 1950 roku). W Rosji Urugwaj dotarł do ćwierćfinału. W zeszłym roku w reprezentacji doszło do piekielnie ważnej zmiany – wieloletniego selekcjonera Oscara Tabareza zastąpił znacznie młodszy Diego Alonso, choć formalnie zastąpił on Fabiana Coito, który popracował w tej roli przez miesiąc, prowadząc drużynę nawet w jednym spotkaniu.

Urugwaj wciąż opiera się na doświadczonych graczach, którzy widzieli już w futbolu niejedno i niejedno wygrali – Fernando Muslera, Jose Maria Gimenez, Diego Godin, Luis Suarez i Edinson Cavani wciąż są w tej drużynie. Ale pojawiło się też młodsze pokolenie, które zwiastuje wiele pięknych chwil dla La Celeste. Dawid Nunez w ataku, Fede Valverde w drugiej linii czy Ronald Araujo w defensywie to gracze wielkich klubów, posiadający wielki potencjał. Ten ostatni walczy z czasem, by w Katarze móc grać. Stoper Barcelony na początku sezonu doznał kontuzji i jego gra na mundialu wisiała na włosku. W końcu nowy selekcjoner postanowił Araujo zabrać na turniej, choć wydaje się, że podstawową parę środkowych obrońców stworzą niegdysiejsi koledzy z Atletico – Godin i Gimenez.

W 2010 roku, gdy Urugwaj zajął 4. miejsce podczas czempionatu globu, po drodze pokonał m.in. Koreę Południową w meczu o ćwierćfinał, a dwie bramki zdobył Luis Suarez. To był ostatni raz, kiedy Koreańczycy wyszli w ogóle z grupy. Problemem nie są dla nich azjatyckie kwalifikacje – od 1986 roku grają na każdym mundialu, ale jako taki sukces odnieśli tylko w 2002 roku na swojej ziemi. Nieprawdopodobne decyzje sędziów pozwoliły wówczas Koreańczykom wyeliminować Włochy i Hiszpanię i finalnie zająć 4. miejsce.

Obecna drużyna narodowa Korei Południowej to od wielu lat przede wszystkim Son Hueng-Min. Gwiazdor Tottenhamu jest w ojczyźnie uwielbiany, choćby dlatego, że uosabia najlepsze narodowe cechy. Jest pracowity, cichy i skromny. Próżno szukać wokół niego skandali czy przesadnej obecności w social mediach. Mówi za siebie na boisku, a tytuł króla strzelców Premier League, wywalczony w poprzednim sezonie, był swoistą perłą w koronie tego gracza.

Son to nie jedyny piłkarz z Europy w kadrze Korei. W Wolves gra Hwang Hee-Chan, w Mainz Lee Jae-Sung, a coraz ważniejszym piłkarzem Napoli staje się stoper, Kim Min-Jae. To powoduje, że z reprezentacją Korei trzeba się liczyć – zresztą przekonali się o tym cztery lata temu Niemcy. Koreańczycy sensacyjnie ograli naszych zachodnich sąsiadów, tak zresztą jak wczoraj inni Azjaci – Japończycy.

W ostatnich towarzyskich meczach Korea zaprezentowała się co najmniej obiecująco. Podopieczni Paulo Bento pokonali Islandię i Kamerun po 1:0, a wcześniej 2:2 zremisowali z Kostaryką. Czy są gotowi na przełamanie grupowej niemocy?

GRUPA H: PORTUGALIA – GHANA (CZWARTEK, 17:00)
Portugalia w 2016 zdobyła mistrzostwo Europy. Później wygrała też pierwszą edycję Ligi Narodów. Na mundialach wciąż najlepszym rezultatów ekipy z Półwyspu Iberyjskiego pozostaje brąz w 1966 roku. Wszystkie światła kierowane są oczywiście na Cristiano Ronaldo, dla którego to ostatnia szansa na medal MŚ. Leo Messi walkę w swoim ostatnim turnieju rozpoczął fatalnie. Jak zacznie inny gigant futbolu w XXI wieku? Ronaldo musi wyczyścić głowę, bo jego ostatnie tygodnie to istna katastrofa. Najpierw śmierć dziecka, potem zabieganie o transfer, by móc grać w Lidze Mistrzów, następnie przesiadywanie na ławce w Man Utd, a na koniec wywiad, w którym przejechał się po klubie, swoich kolegach i trenerach. W efekcie Ronaldo dopiął swego i piłkarzem Czerwonych Diabłów już nie jest. Jest za to prawdopodobnie najbogatszym na świecie bezrobotnym i nie zdziwilibyśmy się nawet, gdyby kupił Tadeuszowi Rydzykowi jakąś luksusową furę.

Ronaldo jest obudowany w drużynie narodowej gromadką naprawdę znakomitych piłkarzy. Tak mocna reprezentacja Portugalii nie była od lat, a gdy sięgała po triumf we Francji 6 lat temu, była na papierze dużo słabsza. Bernardo Silva, Rafael Leao, Joao Felix, Bruno Fernandes, Ruben Dias, Joao Cancelo to tylko niektórzy z wyśmienitych graczy w talii trenera Fernando Santosa, który na stanowisku selekcjonera pracuje już ponad 8 lat. Czy ten dream team wypali i dotrze w Katarze dalej niż podczas trzech ostatnich prób (dwa razy 1/8 finału, raz odpadnięcie w grupie)?

Otto Addo, selekcjoner Ghany, pracuje z reprezentacją dopiero od lutego. Na przestrzeni ponad dwóch lat drużyna narodowa Czarnych Gwiazd miała już czterech selekcjonerów. Brzmi znajomo, nieprawdaż? Udział w ostatnim Pucharze Narodów Afryki zakończył się fiaskiem – odpadnięcie w grupie i zaledwie jeden punkt w meczach z Komorami, Gabonem i Maroko. Rozczarowanie to mało powiedziane.

Ghańczykom marzy się powtórzenie sukcesu sprzed 12 lat, kiedy otarli się o najlepszą czwórkę mundialu. Własnymi rękami zatrzymał ich wtedy Luis Suarez. Okazja do rewanżu przytrafi się już niedługo, ale na pierwszy ogień przychodzi rywalizacja z faworytem grupy. Ghana to na pewno solidny zespół z Czarnego Lądu. W kadrze dominują gracze europejskich klubów, a na pewno nazwiska Thomasa Partey’a, braci Ayew, Inakiego Williamsa czy Daniela Amartey’a nie są anonimowe. Czy to wystarczy by wyjść z grupy? W 2014 roku się nie udało, a w Rosji Ghana w ogóle nie wystąpiła. Poprzeczka oczekiwań nie powinna być zawieszona specjalnie wysoko.

GRUPA G: BRAZYLIA – SERBIA (CZWARTEK, 20:00)
Kolejny mundialowy maraton kończymy meczem z udziałem faworyta mistrzostw. Mowa oczywiście o Brazylii, która przysyła do Kataru Neymara w życiowej formie, a obok niego takich grajków jak Vinicius Jr, Raphinha czy Richarlison. Przede wszystkim jednak drużyna Tite jest świetnie zbalansowana. Linia defensywna z nieśmiertelnym Thiago Silvą i Marquinhosem jest mocna, a za plecami wszystko zabezpieczenia Alisson Becker. Gdyby coś mu się stało, do bramki wskoczy Ederson. Jest w kim wybierać na każdej pozycji, a o bogactwie opcji Tite niech świadczy fakt, że do Kataru nie zabrał Roberto Firmino!

Na papierze wszystko się zgadza, a i wynikami za Tite nie są przecież złe. Ostatnie Copa America zakończyło się 2. miejscem, poprzednie Canarinhos wygrali. Przez eliminacje przeszli jak burza. Czy jednak po 20 latach odzyskają puchar świata? Ostatnie mundiale bywały bolesne. Rozbudzone apetyty towarzyszą występom Brazylijczyków zawsze, jednak trzykrotnie ekipa z Kraju Kawy kończyła zabawę na ćwierćfinale (2006, 2010 i 2018), a raz na 4. miejscu (2014). Gdy udało się wejść do czwórki na własnym terenie, skończyło się to jednak klęską 1:7 w półfinale z Niemcami, więc o jakiejkolwiek radości i miłych wspomnieniach nie ma mowy.

Neymar nie musi sądzić, że to jego ostatni mundial. Za cztery lata będzie miał 34 wiosny na karku, co absolutnie nie jest wiekiem dyskwalifikującym piłkarza. Ale czy będzie jeszcze w takiej formie jak obecnie? To już duży znak zapytania. Gwiazdor PSG chyba na poważnie myśli o sukcesie na mundialu, bo pod skrzydłami Christophera Galtiera, nowego trenera paryżan, wypracował naprawdę wyborną dyspozycję. W lidze strzelił 11 goli i dorzucił 9 asyst, a liga nie jest nawet na półmetku. W Champions League zanotował 2 bramki i 3 asysty.

Myśląc o złocie mundialu nie można się bać nikogo, ale akurat patrząc na ofensywę Serbii można się przestraszyć. Dusan Vlahović, Dusan Tadić i Aleksandar Mitrović. Trzech piłkarzy o różnej charakterystyce, ale każdy z nich jest bardzo produktywny jeśli chodzi o liczby. A przecież są jeszcze inni – Luka Jović, Filip Kostić czy Sergej Milinković-Savić. To już naprawdę sensowna gromadka zawodników o ofensywnym usposobieniu, a o sile Serbów w eliminacjach boleśnie przekonali się Portugalczycy. To CR7 i spółka musieli przebijać się do Kataru przez baraże, podczas gdy podopieczni Dragana Stojkovicia już bukowali sobie bilety.

Serbia jako samodzielne państwo nie zaznała jeszcze smaku gry w fazie pucharowej mundialu. Wydaje się, że w tym roku jest wiele argumentów, przemawiających za tym, iż to może być właśnie ten moment. Serbowie z bilansem 4-1-1 wygrali swoją grupę w Lidze Narodów, w dywizji B, dzięki czemu najbliższy sezon tych rozgrywek spędzą w elicie. Teraz jednak najważniejsze są dla nich mecze z Brazylią, Kamerunem i Szwajcarią. Co ciekawe, podczas poprzedniego czempionatu w Rosji Serbowie trafili do niemal identycznej grupy – wtedy los skojarzył ich z Brazylią, Szwajcarią i Kostaryką. Zaczęło się od zwycięstwa z Kostaryką 1:0, potem przyszły jednak dwie porażki – 1:2 z Helwetami i wreszcie 0:2 z Canarinhos. Teraz kolejność meczów jest inna i już na pierwszy ogień podopieczni Stojkovicia mają największy kaliber. Ale jedno jest pewne – oni nie ulękną się nikogo. Raz, że naprawdę mają kim postraszyć, szczególnie w ofensywie. Dwa, że to po prostu nie leży w ich naturze.

Brazylia musi się więc nastawić na naprawdę ciężki bój. Z drugiej strony, gdy notujesz serię siedmiu zwycięstw z rzędu i jesteś niepokonany od lipca zeszłego roku, to musisz czuć się mocny. Z ostatnich 29 spotkań drużyna Tite przegrało tylko jedno – finał Copa America z Argentyną. Pora jednak na weryfikację na największej arenie, gdzie chętnych do gry o złoto jest więcej niż odwieczni dwaj dominatorzy strefy CONMEBOL.